Squier Sidekick 10


Wygląd I Wykonanie (4/10)
Wygląda nieźle, srebrna maskownica głośnika, czarna obudowa i wszystko byłoby ładnie gdybyśmy nie zaglądali do środka. Niestety ale wykonanie wzmacniacza w środku jest dużo gorsze niż na zewnątrz. Główna płytka jest przymocowana na kila słabych lutów. Po roku grania po prostu wypadła gdy wsadzałem kabel od gitary. Niestety ale uszkodzeniu uległ także potencjometr basów z nie wiadomego powodu. Wykonanie jest słabe, aczkolwiek wzmacniacz działa i jakoś się trzyma.

Brzmienie (4/10)
Chyba nikt nie spodziewa się wiele po dziesięcio watowym wzmacniaczu tranzystorowym ale to mnie przerosło. O ile clean jest bardzo ładny i czysty - chociaż na głośności większej niż pięć głośnik zaczyna wydawać nie pożądane dźwięki to po włączeniu przesteru w miarę doby początek testów musiał się skończyć słabą opinią. Przester to istny piach. Pomiędzy drogim Ibanezem a J&D RE-4 BK nie widać niemal żadnej różnicy.. Wzmacniacz regulowany jest przecież poprzez potencjometry Bass, Volume i Treble więc powinno się jakoś go dać ustawić - niestety nie. Wygląda na to że w tym wszystkim działa tylko jedna opcja - Volume. Nic innego z tym nie zrobimy. Skoro przester ze wzmaka jest słaby trzeba sobie jakoś poradzić, mianowicie podpiąć kosteczkę. Po podłączeniu Ibanez Classic Metal brzmienie nie zmieniło się ani trochę, efekt ten to jednak stary wyrób więc postanowiłem poszukać czegoś lepszego. Zakupiłem Bossa Os-2 - distortion i overdrive w jednym, na starszym wzmacniaczu LDM chodził bardzo ładnie, dało się ustawić i lżejsze i ostrzejsze brzmienie. Podpiąłem go więc do Sidekicka i .. siara, siara i jeszcze raz siara. Wzmacniacz przypomina brzmienie punkowców polskich z początku lat dziewięćdziesiątych.

Jakość I Cena 7/10
Jedynym plusem tego wzmacniacza jest chyba cena, która jest bardzo mała. Stosunek jakość - cena jest tu bardzo dobrym przykładem bo za niską cenę mamy niską jakość.

Ogólna Ocena 5/10