Stagg S300 N


Dane techniczne:

Klasyczna gitara rockowa “S”.
przystawki: 3x single coil
kontrolery: 1x volume + 2x tone pu selector: 5-way
body: lita olcha
gryf: lity klon / 648mm / 25 1/2,
podstrunnica: drzewo różane / 21 progów
mostek: classic “s” style tremolo
maszynki: olejowe, chromowane
kolor: naturalny (lub inny do wyboru)

Wybierając się któryś tam raz z kolei do muzycznego zwróciłem uwagę na to wiosło. Pochodzi ono z “klasy średniej niższej”, możemy je dostać za ok. 800 zł. Kształt to zwykły stratocaster, w ładnym wykończeniu naturalnym z płytką “tortoise shell”.
Biorę do ręki... kurczę, ciężka ta gitara. Jest za to odpowiedzialna solidna olchowa deska, naprawdę zawodowa. Zresztą widać to pod lakierem. Gryf jest dosyć wygodny, podobny do fenderowskiego profilu “C”, na wysokich pozycjach można jednak lekko zwątpić. Gitara na sucho brzmi nieźle – dobry dźwięk, nic nie brzęczy. Podpinamy zatem do wzmacniacza...

Tu wiosełko bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, mimo opinii o marce Stagg. Na czystym kanale uzyskałem piękną, fenderowską “szklaneczkę”, wyraźnym atutem jest też fakt, że tu dźwięk “wychodzi z dechy”, a nie z przetworników. Na pewno zestaw jakiś niezłych singli (np. Fendera) mógłby wznieść dźwięk niemalże na wyżyny oryginalnych Stratocasterów (jakże poetycko ;) ). Na przesterze brzmienie nieco się “zamuliło”, ale to typowe dla przystawek typu single. Ta przy gryfie świetnie nadaje się do pykania bluesowych solówek, na przetworniku przy mostku można zagrać coś ostrzejszego – rocka, punka.
Metalu już nie (no ale kto gra metalowe riffy na singlach?). Niestety, fabryczne pickupy nieco szumią, ale da się to wybaczyć.

Nieco gorzej z resztą osprzętu. Standardowe tremolo do niczego się nie nadaje, dwa-trzy ruchy wajchą i strój znika. Podobnie jak reszta gitar z tej półki cenowej, nasz Stagg cierpi na “syndrom siodełka” – zamiast porządnego siodełka dostajemy jakiś wybrakowany plastik. Efektem są problemy ze strojeniem. Klucze to chyba absolutny standard – Die-Casty – więc rewolucji się nie spodziewajmy. Można się przyczepić jeszcze do nieco nierówno nabitych progów.

Podsumowując, po wymianie kilku elementów (co, jak mniemam, jest powszechne w Staggach) można stać się posiadaczem naprawdę dobrze brzmiącej gitarki. Solidna decha to podstawa, bo resztę da się wymienić. Rażą trochę niedoskonałości w postaci nabicia progów i osprzętu. Ale jest nieźle.

Do testu używałem: wzmacniacza Line6 Spider II 112 i kabla Planet Waves.