Fender Highway 1 Stratocaster

Wykończenie: lakier satin
Korpus olchowy, gryf klonowy, klonowa/palisandrowa podstrunnica (promień 9.5" / 241 mm)
Maszynki: Fender/Ping Standard Cast/Sealed
Progi: 22 Medium Jumbo Frets
Przetworniki: 3 Vintage Style Single-Coil Strat
Pokrętła: Master Volume, Tone 1, Tone 2; 5-pozycyjny przełącznik przystawek
Mostek: Vintage Style Synchronized Tremolo
Osprzęt: chromowany
Menzura: 25.5” (648 mm)

Gitara od razu rzuciła mi się w oczy – była to wersja z satynowym lakierem barwy vintage white. Spodobała mi się i postanowiłem poznać się z nią bliżej. Przy bliższym przyjrzeniu się spod lakieru delikatnie przebijały ciemniejsze słoje drewna. Nie wiem, czy był to efekt zamierzony, ale mi się spodobał. Co do wyglądu nie ma chyba powodu rozpisywać się – klasyczny strat Fendera, chyba każdy wie, jak to wygląda.
Wykonanie – perfekcja. Obejrzałem ją z każdej strony i nie mogłem przyczepić się do niczego. Idealnie położony lakier, nabite progi. Ani śladu niedoróbek lub choćby niestaranności wykonania. Wszystko w najlepszym porządku. Ustawienie fabryczne również było na dobrym poziomie – menzura, akcja strun i gryf na żyletę, natomiast przystawki przydałoby się przeregulować.
Podłączam instrument do wzmacniacza (Laney TF300). Reguluję barwę, dodaję pogłosu. Przełącznik w gitarze wędruje w pozycję neck i zaczynam… O mało nie spadłem ze stołka. To nie jest żaden wysoki model Fendera, nie ma wypasionych przystawek, ale ta gitara naprawdę zaśpiewała. Pozycja neck/center – znów cudowne dźwięki sączące się z głośnika. Fenderowska szklanka w naprawdę świetnej postaci. Bez trudu uzyskujemy brzmienie a’la Hendrix czy S.R. Vaughan – ten instrument aż prosi się o wykorzystanie go do właśnie takiego grania. Podbijam przyciskiem „bright” wnmacniacza wysokie tony i słyszę niesamowity pazur w brzmieniu, świetny do gry solowej. Kolejne położenia switcha grają równie pięknie – na czystym kanale jak na razie zostałem przez tą gitarę pozamiatany. Czas na overdrive.
Znów gitara śpiewa, tym razem z zadziorną chrypą. Dźwięk bardzo selektywny, wyraźnie zaznaczony środek ale bardzo dobrze zbalansowany. Prawdziwe bluesowe brzmienie z piękną paletą tonów i długim sustainem. Solówki są naprawdę soczyste na klasycznym ustawieniu neck, neck/center, natomiast bardzo miło brzmią riffy na przystawce pod mostkiem – agresywnie, metalicznie, ale nie przesadnie ostro – góra była dość mocno zaznaczona, natomiast dobrze uzupełniały ją średnie pasmo i subtelny dół.
Distortion – nie dla tego instrumentu. Gitara męczy się, więc powracam do overdrive i czystego kanału, aby jeszcze kilkanaście minut napawać się pięknym brzmieniem.

Co do wygody gry – stratocastery nie mają wyścigowych gryfów w stylu Wizardów Ibaneza lub gitar Jacksona, ale palce po prostu płyną po gryfie. Profil zadowoli zarówno przyzwyczajonych do cienkich, jak i grubszych, półkolistych szyjek. Naprawdę, ta gitara zachęca do gry, leży w dłoni idealnie.
Podsumowując – jak na najtańszy model Fendera robiony w U.S.A ta gitara to mały, bluesowy potworek. Na pewno posiada pewne mankamenty, ale po godzinnym ogrywaniu mogę się o niej wypowiadać w samych superlatywach. Warta jak najbardziej swojej ceny i godna polecenia wszystkim szukającym gitary do bluesa i rocka. Odradzam bezwzględnie wszystkim fanom ostrzejszego grania – to nie jest instrument dla was.