Marshall MF350


Dane:

- Seria: Mode Four
- Moc: 350W RMS/8 Ohm
- Dwa urządzenia w jednym
- Ilość trybów pracy: 4
- Niezależna korekcja w każdym urządzeniu
- Scoop switch x 2
- Tone Matrix – urządzenie 2
- Solo boost przełączane footswitch’em
- Reverb
- Pętla efektów szeregowa/równoległa
- Emulowane wyjście liniowe XLR/jack
- Wyjście tunera (odłączane)
- Footswitch: PEDL-00032 (sześciopozycyjny, w komplecie)

- Wymiary: 753 x 300 x 215 mm
- Waga: 24 kg

Postaram się wam nieco przybliżyć tego „potwora” firmy Marshall. Od kilku miesięcy jestem jego szczęśliwym posiadaczem i powiem, że z dnia na dzień jestem coraz bardziej zaskoczony i zadowolony jego mocą i brzmieniem, a cena za wzmacniacz MF350 + paczka MF400 z tej serii wyniosła mnie około 7 500zł, więc nie mało i nie chciałem żeby po jakimś czasie okazało się ze mogłem kupić cos lepszego. Wracając do tematu wzmacniacz ten jest wykonany w technologii hybrydowej, co znaczy to ze w torze przedwzmacniacza znajdują się lampy (2 x ECC83), natomiast końcówka mocy jest tranzystorowa. Wygląd odbiega trochę od tego, do czego przyzwyczaiły nas inne produkty firmy Marshall, metalowa kratka (jak by grill w samochodzie), chromowane gałki a zarazem charakterystyczne logo jak za starych dobrych czasów, to tak ogólnie, jeśli chodzi o to jak się prezentuje myślę, że robi dobre wrażenie. Ale nie będę się skupiał na wyglądzie, bo to widzicie na obrazku wyżej czy danych technicznych, bo to możecie znaleźć na oficjalnej stronie Marshall’a, opowiem wam po prostu jak się na nim gra i co mnie w nim urzekło. Szukałem dobrego wzmacniacza na koncerty, bo gram w kapeli rockowej ze Szczecina i trafiłem właśnie na ten model, jako że jest on ostatnim, który wyszedł z pod ręki Marshall’a (przynajmniej był ostatni w czasie, kiedy szukałem czegoś). Co mnie zdziwiło to, to ze jest to Hybryda a nie „full lampa” na początku trochę mnie to z zniechęciło ale mój znajomy ze sklepu muzycznego powiedział żebym to wypróbował osobiście i zaczęło się… Pierwsza sprawa która mnie powaliła to OGROMNA MOC 350W, co nie jest częste w wzmacniaczach gitarowych, a potem naprawdę spory wachlarz brzmień jakie daje nam ModeFour. Dynamika nie pozostawia żadnych złudzeń, że jest to naprawdę dobry wzmacniacz. Clean ciepły i bardzo wyrazisty doskonale czuje się, że jeśli chodzi o czyste brzmienie to ModeFour nie pozostawia wiele do życzenia i naprawdę jest to już „wyższa szkoła jazdy”. Natomiast jak chcemy coś cięższego np. Crunh to, gdy dodamy jeszcze do tego Reverb usłyszymy naprawdę agresywne, soczyste a zarazem głębokie brzmienie. Jest też kilka dobrze pomyślanych rzeczy takich jak: Tuner mute odłącza sygnał od wyjść kolumnowych i liniowych pozostawiając go jedynie w gnieździe Tuner Out znajdującym się z tyłu wzmacniacza oraz Solo Level określa poziom podbicia sygnału po wciśnięciu przełącznika Solo na footswitch’u. Zakres podbicia możemy regulować max osiąga poziom 6dB w stosunku do ogólnej mocy ustawionej na Master Volume przydatna rzecz, kiedy chcemy być na chwile ciut głośniej a nie będziemy przecież kręcić gałkami w środku jakiegoś kawałku, który gramy właśnie. Szczerze mówiąc jest to naprawdę bardzo dobry wzmacniacz a grałem już na wielu Marshall’ach i powiem ze wydaje mi się, że jest on najlepszy albo jeden z najlepszych ze „stajni” Marshall’a, w prawdzie zostaje nam jeszcze Mesa Boogie, PEAVEY czy Randall ale w tej cenie i klasie myślę, ze jest on liderem. Oczywiście nie każdego na to stać i jeżeli ktoś chce go kupić po to żeby stał w domu, ma słomiany zapał albo nie jest pewien jak długo będzie grał na gitarze to stanowczo odradzam kupno ModeFour’a. Jest to naprawdę dobry i dość kosztowny sprzęt, lecz osobom, które będą wiedziały jak go wykorzystać lub dla osobom zajmujących się graniem na poważnie jak najbardziej polecam. Jeśli macie dużo kasy albo potrzebujecie bardzo dobrego sprzętu to szczerze polecam ten model i myślę, że się na nim nie zawiedziecie.