Boss MT-2


Kosteczkę na tydzień miałem wypożyczoną od kumpla i przez te 7 dni ostro ją testowałem :) . Oto wyniki:

WYKONANIE
Standardowa kostka Bossa, niczym nas nie zaskoczy - pancerna obudowa, nic nie odstaje, nic nie trzeszczy, wszystko zrobione doskonale. Czarny lakier niby trzyma się dobrze, ale każde obicie widać dokładnie. Pod podłogą gumowa nakładka zabezpieczająca efekt przed 'szarżą" po scenie ;) . Typowe dla Bossów jest to, że strasznie szczękają przy włączaniu/wyłączaniu(gumka przy śrubce trzymającej włącznik lubi pękać).

OCENA ZA WYKONANIE:
4,75 na 5 punktów(za lakier i super gumkę)

BRZMIENIE
No to się zaczyna :) . Boss MT-2 postrzegany jest przez wielu jako symulator komara, kosmicznie skompresowany, z ogromną ilością piachu. Pierwszy raz miałem do czynienia z tą kostką, gdy grałem jeszcze na kopi strato od Harley Benton(nie śmiać się ;) ). Jako młody i głupi chłopak ustawiłem go jak większość młodych i głupich ;) - zero środka i reszta gał na prawo. Nikogo nie zdziwi, że uzyskałem brzmienie o jakie MT-2 jest posądzany. Mniejsza z historią, teraz błąd swój naprawiłem :) . Zaczynamy od lekkiego overdrive i taki uzyskujemy z tej kostki!!! Porządny equalizer jaki zapewnia nam 'metalzłom' pozwala na prawdziwą zabawę z dźwiękiem. Co prawda, nie dostaniemy tu drive jak z Marshalla JCM800, ale ten crunch wydaje się wystarczający do gry bluesa, lekkiego rocka, itp. Dużo do powiedzenia mają tu gałki odpowiadające za środkowe pasmo. Dodajemy gainu i otrzymujemy coraz masywniejsze brzmienie, w sam raz do hardrocka. Lekka zabawa korekcją tworzy dla nas typowo thrashowe brzmienie z uwypuklonym dolnym środkiem, świetnie nadające się do palmmutingu. Przester jest selektywny, w miarę dynamiczny i nie przesadnie skompresowany. Jeśli chcemy zagrać coś cięższego od thrashu czy heavy, zmieniamy korekcję w piecu i ujmujemy trochę środka. Brzmienie zaczyna robić się masywne, palmmuting trzęsie ziemią, nie ma sie co bać o to, że zabraknie nam gainu. Przy znacznym zdjęciu środka z kostki i wzmaka otrzymamy drive w sam raz do black metalu, czyli tzw. symulację komara. Nieprawdą jest też to, że kostka ta nadaje się tylko i wyłącznie do grania podkładów - w solówkach daje nam selektywne i ładne brzmienie. Jednak aby uzyskać to wszystko o czym teraz pisałem, trzeba być niezłym w gałkologii. Przez pierwsze godziny z tą kostką nie byłem z niej specjalnie zadowolony... Trzeba się ostro pomęczyć z korekcją, wzmocnieniem i poziomem gainu, ale te 'męki' załatwią nam to czego potrzeba. Napisałem, że jest to kość w miarę dynamiczna - jest wrażliwa na artykulację, ale nawet przy lekkich przesterach kiedy lekko uderzamy kostką struny słychać lekkie przesterowanie - nic nie zastąpi rasowego overdrivea :) .

OCENA ZA BRZMIENIE:
4,25 na 5 punktów - niektóre kostki łatwo ustawić, z tą są na początku problemy; dynamika mogłaby być nieco lepsza.

W ten sposób doszedłem do podsumowania, myślę, że stałem się w pewien sposób pogromcą pewnego mitu... Jeśli mój crash test nie zmienił choć trochę Twojego spojrzenia na tą kość, pożycz ją od jakiegoś znajomka - jest całkiem popularna - i przetestuj ją, ale niech nie trwa to 5 minut... Ten tydzień z metal zonem dał mi wiele do myślenia... Mam nadzieję, że test się podobał :)