Boss GT-10


Najnowszy multiefekt ze stajni Boss'a. GT-10 jak wszystkie inne Bossy jest zbudowany jak czołg. Metalowa solidna obudowa może i waży więcej niż plastik ale zapewnia dobrą ochronę bebechom przedstawianego sprzętu. Patrząc z góry na multiefekt widzimy sporo wszelakich przycisków. Przyciski nożne są w całkiem wygodne, pedał ekspresji też nie jest za mały. Wielkim minusem moim zdaniem jest zbyt mocne podświetlenie rzędu przycisków zaczynających się od COMP, co bardzo drażni oczy podczas gry. Flagowy multi od Bossa posiada mnóstwo wszelakich wejść. Na szczęście w następcy GT-8 jest wejście USB pod komputer. Niestety samego kabla w zestawie nie uświadczymy. Tworzenie własnego brzmienia jest w miarę proste, jednak warto zajrzeć do instrukcji w naszym ojczystym języku. Przejdźmy do brzmienia. Dzięki zastosowaniu silnika DSP brzmienie jest całkiem rzeczywiste jak na multiefekt. Na starcie mamy już 200 ustawień użytkownika oraz 200 ustawień fabrycznych. Znajdziesz tam wszystko od ciekawych cleanów, poprzez crunche na mocnych przesterowaniach kończąc. Nim ustawimy swoje własne odpowiadające nam brzmienie czeka nas zabawa z wszelakimi modulacjami to kolumn, to wzmacniaczy itd. Efekty stoją na bardzo wysokim poziomie. Wszelkie reverby, chorusy, flangery no cud miód i orzeszki. Poważnym problemem w GT-10 jest pedał ekspresji, który przy mocnych przesterowaniach, używany jako wah wah, gubi się, jest za słaby. Podsumowując, jeżeli potrzebujesz kombajna wszelkich efektów GT-10 to dobry produkt, jest wart 1600 zł bez dwóch zdań.